|
zostawił mnie. rozszarpał nić napięcia łączącą nas już od dłuższego czasu. popruł pled tkany od prawie pięciu lat. powiedział, że ma dość. powiedział, że nie mogę go zmieniać, że on chce robić coś w życiu, że jest młody. że nie chce życia przeleżeć w łóżku. że nasz związek nie ma sensu. że ciągle się szarpiemy. że go wkurwiam. że tylko ja go tak wkurwiam i wzbudzam w nim taką agresję. i tak potłukłam się, popękałam, w wielu miejscach się wyszczerbiłam. najgorsza noc mojego życia. sny, z których wyrywała mnie tylko rozpacz. kiedy się przebudzałam pragnęłam, żeby świat nie istniał. i ta burza. niebo solidaryzowało się ze mną w rozpaczy, przekomarzając się coraz mocniejszymi i coraz bliższymi piorunami. a ja jestem sama. wokół żadnej duszy. jedna w Irlandii... w zasadzie tylko jedna... i piękny dowód przyjaźni kogoś, kto wyznał mi nie tak dawno miłość. przecież gdyby nie on rozpadłabym się na wszystkie strony świata. miło, że ktoś się troszczy. chociaż telefonicznie. mógłby być blisko, ale ja nie chcę. ze strachu nie chcę, bo boję się, że zazdrość będzie uzasadniona. dziś rano obiecał rozmowę. uspokajał zapewnieniami, że sobie wszystko na spokojnie wyjaśnimy. a tu godzine przed spotkaniem telefon, że nie ma czasu, że sie poumawiał, że przełożyć. przekonłam go słowami, że chyba nie jestem warta tylko tyle, że nie w porządku tak odmawiać takie ważne spotkanie. przyjechał. powiedział, że inaczej nie będzie. że ma dość. że nie będzie już dobrze. że to dla obopólnego dobra. ja zasypałam go panicznymi wyznaniami o rodzinie i wszelkich usługach partnerskich. to zadziwiające jak można sie upokorzyć jak się kocha. jak wiele chce się zrobić, żeby nie stracić drugiej osoby, żeby za wszelką cenę została. powiedział, że chce odetchnąć. wyrok - spotkanie za tydzień. cały pieprzony samotny tydzień... a w uszach ciągle pulsująca melodia: Nie, nie możesz teraz odejść Bierzesz mi ostatnią wodę Żar pustyni pali mnie Bezlitosna płowa pustka Mam spękane suche usta Pocałunek mój to krew Nie, nie możesz teraz odejść Kiedy cała jestem głodem Twoich oczu, dłoni twych Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze Nim odbierzesz mi powietrze Zanim wejdę w wielkie nic Nie, nie możesz teraz odejść Jestem rozpalonym lodem Zrobię wszystko, tylko bądź Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment Płonę, płonę, płonę, płonę... Zimnym ogniem czarnych słońc Nie, nie możesz teraz odejść Popatrz listki takie młode Nim jesieni rdza i śmierć Bądź - proszę cię na rozstań moście Nie zabijaj tej miłości Daj spokojnie umrzeć jej Bądź - proszę cię na rozstań moście Nie zabijaj tej miłości Daj spokojnie umrzeć jej Nie, nie możesz teraz odejść Jestem rozpalonym lodem Zrobię wszystko, tylko bądź Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment Płonę, płonę, płonę, płonę... Zimnym ogniem czarnych słońc Nie, nie możesz teraz odejść Popatrz listki takie młode Nim jesieni rdza i śmierć Bądź - proszę cię na rozstań moście Nie zabijaj tej miłości Daj spokojnie umrzeć jej Bądź - proszę cię na rozstań moście Nie zabijaj tej miłości Daj spokojnie umrzeć jej Name: Komentarze: |