przenosiny


Link 11.04.2007 :: 13:28 Komentuj (1)
po raz kolejny, mam nadzieję, że ostatni

nie wzniecajcie ognia


Link 12.04.2007 :: 11:33 Komentuj (0)

dzień zaczęłam od głupiej rozmowy z kolesiem, który ponoć chce mi fotki robić. wymiary, możliwości i stosunek do ciała sra ta ta ta...
i się zdenerwowałam, bo gadał ze mną jak z puklatą i doszło do mnie, że sobie jaja robi z biednej dziewczyny z prowincji. cóż, zdarza się. nawet w amerykańskich filmach.
ale potem patrzę, wrócił się i zaczął gadać normalnie i konkretnie. i tyle.
nie wiem. nie mam zamiaru dostosowywać się do jego potrzeb, rzucić wszystkiego w pierony i jechać do wrocławia tylko po to, żeby mi strzelił parę fotek, których i tak nigdzie nie opublikuje, bo nie wydaje mi się, żebym miała warunki choć w minimalnie równej-pochyłej mierze, co jego poprzednie anorektyczne modelki.
ubzdurało mu się coś i tyle.


Link 14.04.2007 :: 14:45 Komentuj (7)

prawie nauczyłam się zaparzać tę cholerna kawę. tyloma sposobami, do tylu różnych naczyń, z tyloma różnymi posypkami i likierami.
to paranoja, żeby młoda po studiach zostawała kawiarenkarką, wiem. mam znacznie większe ambicje. ale do osiągnięcia mojego celu,naszego celu są niezbędne pieniążki. z czegoś muszę się utrzymać.

może uda się już niedługo. zrobiłam kolejny krok w stronę drzwi.

cappuccino-non-hotto


Link 20.04.2007 :: 09:36 Komentuj (2)
jeszcze tak bardzo nie zaczęłam, a już dosyć mam. cały czas dzwoni mi we łbe, że to robota nie dla mnie, że nie znoszę z tacką chodzić, że za dużo nerwów kosztuje mnie jak jakiś buc zareklamuje, że nie ma gorącej cappuccino. a potem przyjdzie po paru dniach i powie: o, znów pani. poproszę GORĄCĄ cappuccino! kretyn. cappuccino ma być w takiej temperaturze, żeby można go było wypić jednym haustem. ale ok. jak mu zrobię następny raz to sobie ten cały kretyński ryjek poparzy!

cyfry


Link 22.04.2007 :: 00:29 Komentuj (2)
30 lat temu wyszła za mąż. nieszczęśliwie niestety, co poskutkowało również naszym niezadowoleniem. nieszczęściem można nawet powiedzieć.
28 lat temu powiła swoją pierworodną, przemądrzałą i żyjącą w socjologiczno - naukowych chmurach filozofkę. 24 lata temu urodziła bądź /wedle przekazów tej pierworodnej/ adoptowała pieprzniętą artystkę z aspiracjami. 18 lat temu natomiast obudziła nas o 6.00 rano wiadomością, że jedzie do szpitala rodzić tą najmłodszą, nie-dającą-dojść-do-słowa, tak podobną do siebie momentami pyskówkę.
a sama urodziła się dokładnie 53 lata wstecz.
sto lat mamu.


kocham Cię.

znów straciłam dziewictwo społeczne


Link 23.04.2007 :: 19:15 Komentuj (5)
przeżyłam pierwszy samodzielny dzień z całym interesem na mojej tylko głowie

statystyki:

1 klient zwiał, bo się rozmyślił / ? /

szef nie zwrócił mi uwagi ani razu /mam nadzieję, że nie notuje sobie niczego na boku, żeby potem wyrecytować cały raport "przeciw"/

nie wylałam, nie rozbiłam

bałaganu narobiłam tylko trochę ;)

desti, gejowski - kiedy przyjeżdżacie, hę?

bolesne pracy skutki


Link 26.04.2007 :: 22:16 Komentuj (3)
wszystko mnie boli. rano prawie się przewróciłam. i rąbnęłam się w łokieć o kant szafki w toalecie. czuję każdy jeden mięsień. bolą mnie stawy. to chyba od tego ciągłego napięcia w pracy.

ale piec kupujemy. taki używany, w dobrym stanie i za 1/4 ceny. kupujeMY. RAZEM ;)

do łezki łezka


Link 28.04.2007 :: 23:37 Komentuj (3)

dziś rodzinną kontrolę w pracy miałam, hehe.
mama pobeczana cały dzień chodzi - młoda zorganizowała se imprezę osiemnastkową i pozapraszała kolegów, koleżanki, kuzynów nawet, starszą siorę z mężem, a nas nie zaprosiła. oj, źle się dzieje. mama pobeczana cały dzień.
siedzi z ciotką w pokoju, piją winko i dalej beczy.
oh, nie mam już siły.



{ design by Komercyjna dla Layout4you,
zdjęcie z Deviantartu }
{księga}

marrakech
gejowski
destination-unknown


2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień